Niezwykłe doświadczenie Labrysu

Chciałam się z wami podzielić niezwykle pięknym doświadczeniem, jakim jest wspólnotowe ożywianie struktury labrysu, rodzaj medytacji nieporuszoności, która – jak się okazało – generuje  „wielkie, pełne współczucia pole mocy, pole, które obdarowuje spokojem, natchnieniem i uzdrowieniem”.( cały cytat na dole strony)

Może najpierw słów kilka o samym labrysie.

Labrys jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych symboli religijnych minojskiej Krety ( chociaż zakres jego występowania był znacznie szerszy)  Był darem wotywnym, w rytuałach przejścia i misteriach, dlatego tak wiele labrysów znaleziono w miejscach, gdzie się one odbywały. Zazwyczaj było to zachodnie skrzydło zespołów świątynnych, takich jak Knossos czy Fajstos, dlatego zostały nazwane labiryntami ( labyrynthos – miejsce labrysów)

Widziany oczami greckich zdobywców wojowników, labrys to tylko podwójny topór i tak się o nim do dzisiaj mówi. Jak to jednak możliwe, żeby topór był najważniejszym duchowym symbolem w kulturze, której differentia specifica była pokojowość, a na żadnym z licznych odnalezionych artefaktów nie znajdujemy ani jednej wojennej sceny? Jeśli już ktoś trzyma labrys – to zawsze jest to kapłanka, w sytuacji ceremonii religijnej, jak to widzimy na załączonym obrazku. Zresztą, wystarczy uważnie przyjrzeć się wspaniałym zbiorom wystawionym w muzeum archeologicznym w Heraklionie, aby przekonać się, jak dalece symbolika labrysu odbiega od stereotypu: mamy postaci kobiece z labrysowymi skrzydłami, czasami przypominają kruchego motyla, czasami są połączone z bucranium,  jest też wirujący labrys na głowie kobiecej postaci z gryfami, czyli Bogini.

W mojej interpretacji – opartej na połączeniu wiedzy z żywym doświadczeniem – labrys był symbolicznym przedstawieniem centralnej dla nie-dualistycznej duchowości Bogini idei Jedności  wszelkiego życia, która wyłania z siebie dwójnię: stąd jedna oś labrysu i dwa jego skrzydła. Dzień i noc, światło i ciemność, żeńskie i męskie, życie i śmierć – to nie są przeciwieństwa, nie walczą ze sobą, lecz przeglądając się w sobie nawzajem dopełniają się tworząc pełnię. Kiedy odtwarzamy strukturę labrysu wtedy z łatwością – niejako spontanicznie – doświadczamy tajemnicy Jedności, która jest dwójnią.

A skąd zaczerpnęłam pomysł, żeby zaprosić ludzi do wspólnego ożywiania tej struktury?

Kiedy po raz kolejny kontemplowałam w muzeum ten fresk, którego fragment tu widzicie, zobaczyłam nagle, że jest to ni mniej ni więcej, jak tylko ożywiony labrys! Dlaczegoż by więc nie sprawdzić, czy to trafna hipoteza, wszak ciało nigdy nie kłamie! Co poczujemy, kiedy przyjmiemy pozycję znaną z wielu figurek Bogini, z tym charakterystycznym gestem podniesionych dłoni? Co on wyraża? Zamiast tworzyć kolejne koncepty, lepiej sprawdzić to eksperymentalnie, podzielić się doświadczeniami i wglądami, zobaczyć, co jest w nich wspólnego. Tak właśnie pracuję, bo niczemu tak nie ufam, jak doświadczeniu.

Nieśpiesznie, w intymnej przestrzeni kręgu ożywiamy labrys zazwyczaj wtedy, kiedy celebrujemy czas równowagi – równonocy jesiennej lub wiosennej. Na warsztatach „Rok z Persefoną” jest to jeden ze stałych punktów „programu” ścieżki boginicznej. Tak się też stało w miniony weekend, kiedy miałyśmy kolejne spotkanie z tego cyklu i wchodziłyśmy w doświadczanie, a potem łączenie indywidualnych odkryć we wspólną mądrość pytając, jakie wymiary człowieczeństwa przed nami otwiera i jak możemy je wnieść do codziennego życia.

W takiej sytuacji nie dziwi mnie, kiedy po raz kolejny słyszę, że jest to dojmujące doświadczenie połączenia, jakby nigdy nie było podzielenia. Doświadczenie mistycznej wręcz jedności, esencjonalnie pokojowe, bo samoistnie „resetuje” każdą wrogą emocję czy myśl. Takie, w którym widzimy się nawzajem i dlatego dokonuje się pomiędzy nami nieustanna wymiana – dawanie i przyjmowanie.

Kiedy poproszę potem o zapis doświadczenia, to wygląda zwykle podobnie do tego, jaki przysłała Wiola:

„W centrum labrysu jest jak w centrum wszechświata, czułam jakby przeze mnie i moje ciało przechodziła oś łącząca ziemię i niebo. Staję się otwartym kanałem dla tej energii i czuję też wyraźnie energię krążącą wokół mnie. Stopy zapuszczają głębokie korzenie, ja stoję w nieporuszoności, stabilnie, niczym mocne, pewne drzewo, moja korona otwarta jest do nieba.

Natomiast jako osoba wspierająca centrum jestem w stałym kontakcie wzrokowym z osobą naprzeciw. Nasze dłonie pomimo odległości przylegają do siebie, a ciała tańczą wspólny taniec. Energia płynie nieustannie zatracają się granice labrysu wyznaczone poprzez ludzi.

Wszystko staje się połączone w jedności.”

Jednak to, co wydarzyło się zaledwie tydzień wcześniej, przekroczyło moje najśmielsze wyobrażenia: kiedy po moim wykładzie „Mądrość Bogini” zamiast planowanej dyskusji weszliśmy w doświadczanie labrysu, bo taka była wola większości zebranych – którzy zebrali się w tym składzie po raz pierwszy w życiu – to okazało się, że nawet bez wcześniejszych przygotowań typu wyciszenie w medytacji etc. labrys działa! I to jak! Utworzyliśmy trzy labrysy, w każdym stało 12 osób, tak więc pole energii, jakie się wytworzyło, okazało się tak mocne, że objęło swym wpływem nawet osoby, które nie zdecydowały się na wejście we wspólne  doświadczenie, pozostając w roli sceptycznych obserwatorów. Posłuchajcie niebywale szczerej relacji jednego z mężczyzn:

„Na wykład pani Miłuńskiej trafiłem przez przypadek zwany żona. Niedziela wieczór, byłem mocno zmęczony i jedyne spotkanie na jakie miałem ochotę to spotkanie z moim przyjacielem Netflixem Los tak chciał, że pomimo tego że nie wziąłem udziału w medytacji labrysu to dostałem rykoszetem.

Zaczęło się od ognia w klatce piersiowej, moje serce zapłonęło. Kiedy patrzyłem na Labrysowe panie, mojemu wewnętrznemu wzrokowi ukazało się jedno wielkie, pełne współczucia pole mocy, pole które obdarowywało spokojem, natchnieniem i uzdrowieniem.

Czułem w sobie wielką nieporuszoną, ochronną moc.

Nieporuszona nie znaczy niewzruszona, co bardzo wyraźnie zobaczyłem, gdy ta energia, moja, grupy czy jakaś wspólna zaczęła wypełniać mój brzuch.

W sercu czułem nieporuszoność i otwartość a w brzuchu szalały emocje, wstyd, żal itp, nawet przez chwilę patrząc na kobiety miałem ochotę powiedzieć przepraszam.

W tej nieporuszoności i otwartości mogłem przyjąć to co się wydarza we mnie i na zewnątrz, to było dla mnie uzdrawiające. Nieporuszony, nie znaczy niewzruszony, to dla mnie ważny przekaz.

To całe doświadczenie zmieniło moją definicję walki, na otwartość i gotowość na wyzwania oraz męskości, która czerpie swoją moc z emocji, na męskość która czerpie moc z nieporuszoności.

Z niedzieli na poniedziałek miałem też ciekawy sen, widziałem grupy kobiet, chyba coś w rodzaju kręgów w których leżeli w pozycjach embrionalnych dorośli mężczyźni.

Otaczające ich kobiety śpiewały, modliły się, a ci mężczyźni rodzili się na nowo.

Kurcze, a miał to być zwykły, niedzielny wieczór z Netflixem

Nie wiem co pani wyprawia na swoich warsztatach ale trzymam kciuki i wielkie dziękuję.

Cóż mogę odpowiedzieć? Najlepiej przekonać się osobiście biorąc w nich udział. Zapisy otwarte

zapraszam: https://anija.pl/rok-z-persefona25-26/